Ruszt awaryjny

Dodatkowy ruszt awaryjny w kotle z podajnikiem automatycznym jest rozwiązaniem, które pojawiło się zaledwie kilka lat temu. Od samego początku jest to temat kontrowersyjny, wywołujący nie kończące się dyskusje wśród użytkowników i producentów kotłów. Dyskusje te koncentrują się wokół dwóch podstawowych pytań. Pierwsze: Czy dodatkowy ruszt awaryjny jest rzeczywiście rusztem awaryjnym? Drugie: Czy lepszy jest dodatkowy ruszt stalowy wodny (stały), czy żeliwny sztabkowy (ruchomy).

Absurd pierwszego pytania jest tylko pozorny. Jak wynika z naszych osobistych doświadczeń – to, co obecnie jest nazywane rusztem awaryjnym, rodziło się z początku jako ruszt dodatkowy do spalania odpadków palnych powstających w gospodarstwach domowych. Kotły retortowe, które w tym czasie przebojem zdobywały krajowy rynek kotłów, nie dawały takiej możliwości utylizacji odpadków domowych. Szerokie i ciągle rosnące grono użytkowników, którzy kotły zasypowe zamienili na retortowe, tworzyło więc poważną grupę nacisku na producentów tych kotłów. Konflikt, który w naturalny sposób powstał na linii użytkownicy kotłów i instytucje finansujące proekologiczne modernizacje kotłowni (kotły retortowe były zalecane jako kotły, w których nie da się spalać odpadków), stał się początkiem działań, które doprowadziły do obecnej – mówiąc szczerze – poważnie wynaturzonej sytuacji.

Dodatkowe ruszty do spalania odpadków domowych były początkowo kamuflowane pod postacią deflektorów (ruszty ceramiczne i żeliwne) lub elementów wymiennika ciepła (ruszty stalowe wodne), bez ujawniania tego faktu w dokumentacjach technicznych kotłów. Dla niepoznaki drzwiczki zasypowe (nad rusztem dodatkowym) nazywano „wyczystkowymi”. Dopiero po pewnym czasie zrodził się pomysł nazywania rusztu dodatkowego „rusztem awaryjnym”, co pozwoliło rozwinąć oficjalną intensywną działalność marketingową, która – jak to często bywa w przypadku rozwiązań odległych od racjonalności technicznej – doprowadziła do wylansowania zdecydowanie najgorszego rozwiązania z technicznego punktu widzenia, tzn. awaryjnego rusztu wodnego.

Z czasem dodatkowy ruszt wodny wędrował coraz niżej – bo użytkownicy chcieli mieć coraz większą pojemność komory paliwowej, a ruszt awaryjny nie musiał już udawać wymiennika ciepła. Aż zawędrował tak nisko, że w istotny sposób zaczął psuć efektywność spalania paliwa.

Z paleniska retortowego uchodzą produkty spalania, zawierające zawsze pewne ilości tlenku węgla i substancji smołowych, które powinny dopalić się w komorze spalania nad palnikiem – patrz: rozdział Jak działa kocioł c.o.?. Do spalenia – jak wiadomo – oprócz tlenu jest niezbędne dobre wymieszanie paliwa z powietrzem, odpowiedni czas kontaktu i temperatura wyższa od temperatury zapłonu substancji palnych (powyżej 750ºC). Jeśli niedopalone produkty spalania z paleniska trafią na zimny (poniżej 150ºC) ruszt wodny – spalanie zostaje przerwane i niedopalone spaliny trafiają do wymiennika, co skutkuje wytrącaniem się sadzy oraz kondensacją (skraplaniem) smoły na powierzchniach chłodzących. Na smole bardzo łatwo osadza się pył i sadza, które ze spolimeryzowaną – w miarę upływu czasu – smołą tworzą trudne do usunięcia osady o silnie izolacyjnych właściwościach.

Na fotografiach poniżej pokazujemy, jak wyglądały powierzchnie wymiennika w kotle retortowym z awaryjnym rusztem wodnym po 2-dniowej pracy kotła w warunkach mocy nominalnej (a więc w optymalnych dla kotła warunkach). Narosty sadzy z pyłem zarysowano specjalnie pogrzebaczem, aby pokazać, jak grube warstwy nagromadziły się w tak krótkim czasie.

widok na ruszt wodny

DSCN1179

widok powierzchni wymiennika nad rusztem

DSCN1176

Na fotografii poniżej pokazujemy taki sam kocioł po dokonanej przez producenta przeróbce – usunięciu awaryjnego rusztu wodnego. Kocioł przepracował w trakcie badań taki sam okres, jak poprzedni. Ścianki kotła po przeróbce pokryte są cienką warstwą pyłu popiołowego. Wyraźnie widać także brak narostu sadzy na poziomej rurze wymiennika w górnej części komory.

Spaliny z kotła przed przeróbką zawierały 500mg/m³ tlenku węgla i 180mg/m³ pyłu. Po przeróbce – 220mg/m³ tlenku węgla i 60mg/m³ pyłu. Bez wielkiego błędu można twierdzić, że 180-60=120mg/m³ spalin to sadza ulatująca kominem z kotła wyposażonego w awaryjny ruszt wodny. A ile sadzy zostało w kotle? Pierwsze dwie fotografie pokazują wyraźnie, że niemało.


Należy podkreślić jeszcze jedną rzecz. Dodatkowy ruszt wodny – to dodatkowe ilości spoin spawalniczych. Myślimy, że wiecie o tym, iż najwcześniej zjawiska korozyjne pojawiają się w bezpośredniej bliskości spawów (zjawisko to występuje wszędzie, nie tylko w kotle), bo proces spawania to dla blachy ogromny szok termiczny, skutkujący nieodwracalnymi zmianami strukturalnymi. I to jest jeszcze jedna wada rusztu wodnego, pomijana jakoś milczeniem przez wytwórców, dla których spawanie jest podstawową operacją technologiczną.

Agresywny marketing, kierowany do użytkowników kotłów, którzy w przeważającej większości nie posiadają wystarczającej wiedzy technologicznej, aby należycie ocenić jego rzetelność, wytworzył u nich przekonanie, że posiadanie kotła automatycznego z awaryjnym rusztem wodnym wiąże się z samymi korzyściami. Negatywy takiego rozwiązania są – świadomie lub nieświadomie – pomijane. Spora część klientów kupujących takie kotły podjęłaby inną decyzję, gdyby posiadała rzetelną informację techniczną na temat ich wad.

Oczywiście będą i tacy, którzy pozostaną zwolennikami rusztu awaryjnego. My – żeby sprawa była jasna – nie walczymy z „ideą rusztu awaryjnego”. Kto chce mieć ruszt – niech go ma, także wodny. Walczymy tylko o to, żeby użytkownicy kotłów byli rzetelnie informowani o pozytywach i negatywach każdego rozwiązania (każdego – nie tylko rusztu), bo tylko wtedy będą mogli podejmować decyzje zgodne z ich interesem.

%d bloggers like this: